Proste, krótkie słowa, a znaczą tak wiele. Przestałem już dawno dzielić rok na miesiące i nie ma dla mnie 4 pór roku. Są dwie…i nie jest to zima oraz lato. Nazywam je sezon i po sezonie. Każda z tych pór roku diametralnie się od siebie różni i nie mam na myśli tylko i wyłącznie pogody. W terminach posezonowych mam więcej czasu dla rodziny, dla dzieci, na realizację innych pasji i marzeń, które nie są związane ze street foodem. Ale temat ulicznego jedzenia wcale mnie nie opuszcza. To czas, w którym testuję nowe smaki, podróżuję aby odkrywać nowe inspiracje, myślę nad tym, co będzie gdy zacznę zbliżać się do pory roku zwanej sezonem. I tak naprawdę to chyba to jest to foodtrackowanie, to oznacza być foodtruckowcem. Bo przecież sezon nie determinuje tego wszystkiego. To jest wiadome, że zapadają klapki na oczy i wszystko kręci się wokół food trucków. A zatem za czym tak gonię? Dlaczego jest to dla mnie takie ważne? Dlaczego w żyłach mam domieszkę street foodu?
Smak…daję ludziom smak. Daję coś czego nie zjedzą w restauracji. Daję w tym cząstkę siebie. Oczywiście ta cząstka jest też w naszej ekipie. To ludzie, którzy uzależniają się od gotowania na food truckach, którzy się może do tego nie przyznają, ale w okolicach końca pory posezonowej mają głód. Ten głód uświadamia im, że są uzależnieni od wyjazdów i street foodu. Ci ludzie są też foodtruckowcami. Oni są między Wami każdego dnia, i nie wyróżniają się specjalnie niczym. Klepią dane na komputerze, obsługują klientów, piszą pracę magisterską, przygotowują tabelki i wykresy dla swojego szefa. Ale oni za chwilę włożą czarną koszulkę z logo Food Truck on Tour i przeniosą się w inny Świat i dadzą Wam smak. Wy oddacie im uśmiech.
Uśmiech…tak niewiele, a jednocześnie tak wiele. Już tak mam, że raduję się gdy wiedzę uśmiech na twarzach ludzi. A ten uśmiech pojawia się gdy jedzą, gdy się dobrze bawią, gdy mogą spędzić czas z rodziną. W momencie gdy ja jestem gdzieś tam daleko od moich dzieci, od mojej Ewy chcę poczuć, że ktoś inny może właśnie teraz po długiej rozłące spędza czas ze swoim synem zajadając się frytami belgijskimi, albo wcina lody tajskie ze swoją córką. Albo może właśnie spotkał swoich przyjaciół na konwencie fantasy z różnych części Polski i przy wyjątkowym piwku i kuchni koreańskiej z uśmiechem opowiada co robił przez ostatni rok. Temu wszystkiemu towarzyszy uśmiech.
To tylko dwa aspekty…a jest ich dziesiątki i myślę, że przy chwili wolnego czasu (aż się zaśmiałem) napiszę o kolejnych. Bo może nadal zastanawiasz się co może być pięknego w tym, że większość czasu nie ma Ciebie w domu, a jak jesteś to i tak siedzisz nad przygotowaniem eventów, albo towarujesz trucki. A ja odpowiem jest jeszcze coś bardzo ważnego…namiastka wolności…i z tym szeptem o wolności Was zostawiam… do następnego…
A jeśli chcesz więcej zajrzyj na: https://www.facebook.com/foodtruckontour
